środa, 3 lutego 2016

[9] I'm in California, dreaming about who we used to be

12-godzinny lot zmęczył mnie, lecz nie na tyle, bym nie mogła wyjść z hotelu na spacer. Los Angeles jest pięknym miastem. Szczególnie nocą. Robi się w tedy przyjemnie, jest chłodniej, wieje lekki wietrzyk... Dużo myślę o swoim życiu. Rozpatruję przeszłość, analizuję teraźniejszość i dociekam, co może przynieść mi przyszłość...Większość moich myśli zaprząta sam Finnick Odair. Moja pierwsza miłość, osoba, za którą byłam w stanie zabić wszystko i wszystkich, łącznie ze mną, osoba, która była dla mnie wszystkim, całym moim światem... Co się z nami stało? Kiedy to wszystko się zepsuło? Czy to było wtedy, kiedy Finnick dostał SMS'a w stylu "Zabij ją, chcę jej głowy na moim biurku"? A może od dawna byłam jego celem? Pewnie chciał uśpić moją czujność i wtedy mnie zabić, ale czemu wcześniej tego nie zrobił? Czy rzeczywiście mnie kocha tak jak mówi? Czemu wyjechał bez słowa i wrócił?
- Silver! - o wilku mowa.
Nie odwracam się, nie zatrzymuję, nie spowalniam, ani nie przyspieszam kroku. Po prostu idę przed siebie. Naglę czuję, jak ciepła bluza spoczywa na moich ramionach.
- Jest zimno. Przeziębisz się. - mówi.
- Jakbyś o to dbał... - wywracam oczami, ale zapinam bluzę pod samą brodą. Lubię męskie bluzy.
- Dbam. - odpowiada.
Zapada cisza. Żadne z nas nie chce się odezwać. Nie przeszkadza mi milczenie. Nie masz nic miłego do powiedzenia - nie odzywaj się wcale. Zachowuję twarz pokerzysty, staram się nie rzucić na blondyna z pięściami. Jestem taka wściekła... Kobiety są silne, Silver, mogą wiele znieść, smutek, gniew, obojętność, ale ważne jest to, żeby nie pokazywały, jak bardzo są zranione - mówiła mi mama. Ma cholerną rację. Nie mogę pokazywać jak bardzo mnie zniszczył razem ze światem.
- Sądzisz, że kłamię? - pyta nagle.
- Przecież nic nie mówię... - burczę nieprzyjemnie.
- Chodzi mi o całokształt, Silver. - mówi. - Nie ufasz mi, nie wierzysz w moje słowa. Najpierw chciałaś mnie zabić, dobra ja miałem takie zlecenie, żeby rzucić się na ciebie z bronią, ale później bezczelnie rzuciłaś mnie na pożarcie bestii w postaci człowieka o imieniu Cassidy, w zamian za uratowanie życia przed nią i tak dalej, powiedziałem ci wszystko, co wiedziałem. Podzieliłem się z tobą cennymi informacjami, za które mogą mi urwać jaja...
- Ja też ci mogę urwać jaja. Albo ta bestia o imieniu Cassidy. Sądzę, że dla niej to nie problem. - zatrzymuję się i patrzę mu gniewnie w oczy. - Nie uratowałam ci życia, bo mi na tobie zależy - guzik prawda - Skąd masz pewność, że zaraz po tym, jak znajdę morderców rodziców, nie zabiję też i ciebie? Nie będziesz już mi do niczego potrzebny...
- Kłamiesz. - unosi groźnie palec wskazujący. - Nienawidzę kłamców.
- Finnick, otwórz oczy do cholery! - krzyczę. - Świat jest pełen kłamców! Każdy jest pierdolonym kłamcą i krętaczem! Pff. Odezwał się najbardziej uczciwy i prawdomówny... Żal mi ciebie. Możesz mi wciskać te swoje kity o miłości ile chcesz, ale nie licz, że dam ci się omotać wokół palca, bo to ja już zdążyłam sobie owinąć ciebie.
Ruszam przed siebie, zostawiając go w tyle. Zupełnie osłupiał. Jest zdumiony moimi słowami, lecz po niedługiej chwili dogania mnie. Chwyta mnie za rękę, splata palce i zaciska ucisk.
- Co ty robisz?! - warczę, nie mogę się wyrwać, trzyma za mocno.
- Jesteś w Los Angeles, jednym z najbardziej niebezpiecznych miast Stanów Zjednoczonych. Jeśli są tu mordercy twoich rodziców, od razu dostaniesz kulkę w łeb. - mówi. - Zachowuj się spokojnie i nie zwracaj na siebie uwagi.
- Jestem spokojna, idioto. Przynajmniej staram się, bo wciąż mnie wkurwiasz! - piszczę rozwścieczona. - I wiesz co jeszcze..?
Nie było dane mi dokończyć. Jego usta mnie powstrzymują, kiedy spoczywają na moich. Zaczyna nimi powoli poruszać. Przez chwilę stoję otumaniona. Prosi mnie, bym odpowiedziała na pocałunek, a ja jestem na skraju rozpaczy. Łza płynie mi po policzku, ale wczuwam się w jego rytm. Nikt oprócz niego, nikt oprócz mnie, nikt oprócz nas. Nasze ciała razem... Finnick chwyta w swoje dłonie moje policzki i całuje delikatnie moje usta. Jakby muskała mnie chmurka. Takie to właśnie uczucie. Pierdolona delikatna chmurka. Zdecydowanie wolę te, z których zaraz zacznie walić grad, albo porządna ulewa. Finnick nie jest tego typu chmurką. Ugh!
To jest nasz raj i nasza strefa wojny...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz