- Nie powinieneś... - szepcę odsuwając się do niego.
- Musiałem... - zagryza dolną wargę. - Po prostu musiałem...
Kręcę głową i biegnę przed siebie. Uciekam. Tylko przed czym? Przed uczuciem miłości do Finnicka, czy przed nim samym? Nie wiem, czy biegł za mną, czy chociaż wołał moje imię... Ciemność i cisza mnie otoczyła. Nie wiem kiedy, ale znalazłam się na plaży. Otarłam łzy i spływający po policzkach makijaż. Usiadłam na wilgotnym piasku i patrzyłam na horyzont.
- Witam. - rozpoznałam głos Mulata.
- Zayn... - uśmiechnęłam się na jego widok. - Śledzisz mnie?
- Właściwie to śledzę swoją młodszą siostrę. - wskazał na brunetkę, znajdującą się kilkanaście metrów od nas. - Mieszka tu od niedawna, rodzice prosili mnie o kontrolę.
- Tak, tak... Po prostu powiedz, że jesteś nadopiekuńczym bratem. - śmieję się.
- Masz mnie. Ja i Wal wciąż się kłóciliśmy za dziecka, cholernie wkurzał mnie ten glut, ale i tak zawsze będzie dla mnie moją małą siostrzyczką, nie? Rodzina jest tylko jedna... - mruczy. - Także ten tego... Co robisz w nocy na plaży w LA? Nie powinnaś tulić się do swojego chłopaka w Londynie?
- On nie jest moim chłopakiem. - wywracam oczami. - Jest byłym chłopakiem...
- Ale tam gdzie ty, tam i on, zgadza się? - uśmiecha się szeroko.
- Taa. Mamy tu kilka spraw do załatwienia. - marszczę nos.
- Rozwód? - żartuje.
- Przestań... - daję mu kuksańca w bok.
- Dobra, dobra. Przyszłaś sama? - pyta.
- Tak... I najwidoczniej się zgubiłam, bo nie wiem, jak wrócić do hotelu... - wzruszam ramionami.
- Ah kobiety... - wzdycha. - Ciężko zadzwonić do swojego byłego? Przybędzie tu na białym koniu i zabierze cię do zamku...
- Telefon się rozładował. - wytykam mu język.
- Więc chodźmy się upić. - zaproponował.
- Ciągniesz mnie na drinka, gdy ja martwię się o swój bezpieczny powrót do hotelu. - mówię. - Ah mężczyźni...
- No według badań, mężczyźni są mniej rozważni od kobiet, więc nie dziwne, że rzucam ci taką propozycję. Znając życie nie pamiętasz niczyjego numeru telefonu, żebyś mogła zadzwonić z mojego telefonu i nie przyjrzałaś się nazwie hotelu, żeby pojechać taksówką, a nawet jeśli nie masz przy sobie pieniędzy. - tłumaczy.
- Masz mnie. - opadam na piach. - Możemy tu trochę poleżeć? Nie mam specjalnej ochoty tłuc się po mieście...
- W porządku. - położył się obok mnie. - Płakałaś...
- Nie. - odpowiadam.
- Nie pytałem. - uśmiecha się lekko. - Czy to przez niego?
- Nie... Tak... Sama nie wiem... - patrzę na niebo, natomiast Zayn nie odrywa ode mnie wzroku.
- Wyżal się. Ulży ci. - szturcha mnie łokciem.
- To skomplikowane. - mówię.
- Obiecywał ci miłość i to, że nigdy cię nie zostawi, a tak naprawdę kłamał, bo wyjechał bez słowa i wrócił, żeby cię odzyskać? - pyta.
- Może nie aż tak skomplikowane. - mruczę.
- Jestem facetem. - śmieje się.
Lubię rozmawiać z Zaynem. Wydaje się być inny niż reszta facetów, ale wiem, że nie mogę dać się zwieść. Zaraz po tym, jak siostra oświadcza mu, że wraca do domu, rozmawiam z nim jeszcze chwilę. Tak pół nocy. Może dłużej. W końcu olśniewa mnie, jak nazywa się mój hotel z telefonu Zayna zamawiam sobie taksówkę. Gdy żółty samochód podjeżdża dziękuję mężczyźnie, za dotrzymanie mi towarzystwa i wsiadam do auta. Miejsce, do którego zawozi mnie kierowca nie jest moim hotelem, lecz opustoszałym hangarem. Świetnie. Zostałam ogłuszona, a przed moimi oczami zapadła ciemność.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz