- I co teraz zrobisz? - pyta Finnick, gdy zaczęłam się ubierać.
- Na pewno się nie poddam. Będą mnie błagali o litość, Finnick. Jeśli staniesz mi na drodze, ty też będziesz wył o ułaskawienie. - mówię nie patrząc mu w oczy.
Na oceanie rozpętał się sztorm. Biorę różnego rodzaju broń i chowam wszędzie, gdzie da się ukryć. Finnick wyszedł z wanny i owinął swój pas ręcznikiem. Oparł się o framugę drzwi.
- Jesteś głupią kobietą. - mówi. - Jesteś wyczerpana, powinnaś się położyć i odpocząć, a poza tym nawet nie wiesz gdzie ich szukać.
- Zaimprowizuję. Nie martw się o moje wycieńczenie. Dam sobie radę. - odwracam się do niego.
- Nie dasz. I wiesz o tym. Niech ktoś z tobą idzie, żebyś miała równe szanse. - mówi. - Ja z tobą pójdę, ale najpierw trzeba mieć plan. Konkretny, solidny plan.
- Nigdzie nie idziesz. - warczę. - Już wystarczająco spieprzyłeś sprawę.
- Ja spieprzyłem sprawę? - pyta.
- A nie!? - krzyczę. - To ty ich w to wplątałeś! Powinieneś już tu leżeć martwy z tą swoją gołą dupą!
- To dlaczego mnie nie zabijesz co?! - prowokuje mnie. - Przecież to moja wina! Chciałem cię chronić!
- Najwyraźniej nie udało ci się tego zrobić! - wrzeszczę.
Odwracam się i nagle robi mi się ciemno przed oczami.
[Finnick's P.O.V.]
Chwytam za telefon i wykręcam numer. Przykładam urządzenia do ucha.
- Silver nie żyje. - mówię.
- I dobrze. - odpowiada mi Kyle. - Pozbądź się zwłok.
- Jasne. - rozłączam się. - No Silver... Trzeba było się nie mieszać w sprawę rodziców... Spoczywaj w pokoju.
Biorę trupa i idę do swojego samochodu. Wrzucam ją do bagażnika, po czym wywożę ją do hangaru, który robi za siedzibę naszego gangu. W końcu zwłoki lądują w naszej piwnicy. Tu jej nikt nie znajdzie...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz