poniedziałek, 1 lutego 2016

[7] That's a secret, can you keep it?

Finnick jest zdumiony moimi słowami. Przecież jeszcze parę godzin temu, ja ledwie powstrzymywałam się od słodkiej chęci zabicia go. Kładę miskę i resztę rzeczy obok rozwalonego krzesła i pomagam mężczyźnie podnieść się do siadu. Moczę szmatkę, skręcam ją, by ociekł z niej nadmiar wody i jak  najdelikatniej dotykam czoła Finnicka. Syczy głośno, więc go uciszam. Subtelnie obmywam mu twarz i szyję, chcąc nie sprawić mu bólu. Blondyn stara się nie wydawać z siebie żadnych dźwięków, ale dziko krzyczy, kiedy przykładam mu wacik polany wodą utlenioną do rany. Pytam go jeszcze o rany w innych miejscach, a on odpowiada, że oprócz siniaków nic mu jak na razie nie dolega. Wtedy dostrzegam ogromną plamę krwi na torsie. Niemalże rozrywam koszulę, w którą był odziany i widzę cholernie wielkie rozcięcie. Morduję go wzrokiem i zabieram się do opatrywania rany. Finnick stracił dużo krwi, jednakże cudem udaje mi się zatamować krwotok. Sprawdzam rany na ramionach i udach, jakie powstały od kunai i decyduję się je tylko obandażować.
- Dlaczego to robisz? - pyta słabo.
Dobre pytanie, rzuca podświadomość.
- Bo chcę. - odpowiadam mu.
- Kłamiesz, Kosogłosie... - chwyta moje policzki i zmusza mnie do spojrzenia mu w oczy. - Dlaczego to robisz? Przecież mnie nienawidzisz. Złamałem obietnicę... Kochasz mnie jeszcze, tak? Dlaczego mnie jeszcze kochasz? Jestem potworem! Zraniłem cię i mogę to zrobić jeszcze raz i tak do usranej śmierci!
Barwa jego głosu zmieniła się na niski i szorstki. Doskonale pamiętam Finnicka Odaira, który wręcz nie znosił kłamstwa i sprzeciwu. Gdy go poznałam, bałam się jego oblicza, lecz dojrzałam w nim światełko dobra, nadzieję na nowy, lepszy start...
- Nikt nie jest doskonały. - mruczę. - Nie da się już mnie zranić... Na nic twoje starania. Oboje jesteśmy potworami zepsutymi do szpiku kości...
- Przyjechałem cię zabić... - syczy.
- Nie zrobisz tego. - zadziwia mnie własna pewność siebie i opanowanie. - Znam cię, Finnick. Za bardzo ci na mnie zależy, więc powiedz, co naprawdę cię tu sprowadza... Kochasz mnie jeszcze, tak? Dlaczego mnie jeszcze kochasz? Jestem potworem! Morduję i czerpię z tego przyjemność... Ogarnęła mnie zazdrość, chorobliwa chęć mordu, bo obwiniam każdego o śmierć moich rodziców. Tobie też to mogę zrobić. Też mogę cię zabić, jeśli tego zachcę. Będę miała w dupie to, jak bardzo cię kocham i podetnę ci gardło, powoli, ze stoickim spokojem. Później będę kąpać się w twojej pierdolonej krwi, jeśli będę miała taki kaprys... 
- Wróciłem tu, bo chciałem cię znów zobaczyć... - mówi. - Umierałem każdego dnia, nie mógłbym cię zabić. A nawet jeśli, później zabił bym siebie. Nie umiem, bez ciebie żyć, Silver. Jesteś dla mnie wszystkim...
Z kamiennym wyrazem twarzy, zabieram to co tu przyniosłam i bez słowa wychodzę. Ponownie rzucam wszystko w kuchni, obmywam dłonie i twarz z krwi Finnicka. Ponownie dałam mu się omotać. Serce mi wali jak szalone, nie mogę złapać tchu. Słyszę kroki, odwracam się, gdy słyszę odchrząknięcie. Kyle patrzy z troską w oczach. Spuszczam głowę i wzdycham cicho. Zawodowa zabójczyni kocha aż po uszy swojego niewolnika... 
- Czy on...? - zaczyna, ale z trudem próbuje dokończyć. - Co ci powiedział?
- Nie wie, kto zamordował rodziców... - szepcę.
- Nie o to mi chodziło. - ponownie odchrząkuje.
Dokładnie wiem co miał na myśli. Czy powiedział mi, że mnie kocha? Może nie wprost, ale powiedział. Czy powiedział mi, że zależy mu na mnie? Na to wychodzi, skoro stwierdził, że nie umie beze mnie żyć... Czuję uporczywy wzrok Kyle'a, który mnie mierzy wzdłuż i wszerz, nienawidzę kiedy tak patrzy...
- Będzie dobrze. - Kyle podchodzi do mnie i obejmuje mnie mocno.
- Wątpię. - mruczę w jego ramię. - Mam złe przeczucia.
- Po prostu poddaj się swoim uczuciom. Ich nie oszukasz. - brat minimalnie się ode mnie odsuwa, by mógł mi spojrzeć w oczy.
- Nie mogę, Kyle. - rozpłakałam się jak dziecko.
Nie jestem twarda. Łatwo mnie zniszczyć. Finnick mnie zniszczył. Wszystko co mnie otacza mnie niszczy. Powoli wypala od środka. Oddycham ciężko. Kyle gładzi mnie po plecach. Wciąż powtarza, że dam radę, że jestem silna... Że jestem Kosogłosem...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz