- Dlaczego to robisz? - pyta słabo.
Dobre pytanie, rzuca podświadomość.
- Bo chcę. - odpowiadam mu.
-
Kłamiesz, Kosogłosie... - chwyta moje policzki i zmusza mnie do
spojrzenia mu w oczy. - Dlaczego to robisz? Przecież mnie nienawidzisz.
Złamałem obietnicę... Kochasz mnie jeszcze, tak? Dlaczego mnie jeszcze
kochasz? Jestem potworem! Zraniłem cię i mogę to zrobić jeszcze raz i
tak do usranej śmierci!
Barwa jego głosu
zmieniła się na niski i szorstki. Doskonale pamiętam Finnicka Odaira,
który wręcz nie znosił kłamstwa i sprzeciwu. Gdy go poznałam, bałam się
jego oblicza, lecz dojrzałam w nim światełko dobra, nadzieję na nowy,
lepszy start...
- Nikt nie jest doskonały. -
mruczę. - Nie da się już mnie zranić... Na nic twoje starania. Oboje
jesteśmy potworami zepsutymi do szpiku kości...
- Przyjechałem cię zabić... - syczy.
-
Nie zrobisz tego. - zadziwia mnie własna pewność siebie i opanowanie. -
Znam cię, Finnick. Za bardzo ci na mnie zależy, więc powiedz, co
naprawdę cię tu sprowadza... Kochasz mnie jeszcze, tak? Dlaczego mnie
jeszcze kochasz? Jestem potworem! Morduję i czerpię z tego
przyjemność... Ogarnęła mnie zazdrość, chorobliwa chęć mordu, bo
obwiniam każdego o śmierć moich rodziców. Tobie też to mogę zrobić. Też
mogę cię zabić, jeśli tego zachcę. Będę miała w dupie to, jak bardzo cię
kocham i podetnę ci gardło, powoli, ze stoickim spokojem. Później będę
kąpać się w twojej pierdolonej krwi, jeśli będę miała taki kaprys...
-
Wróciłem tu, bo chciałem cię znów zobaczyć... - mówi. - Umierałem
każdego dnia, nie mógłbym cię zabić. A nawet jeśli, później zabił bym
siebie. Nie umiem, bez ciebie żyć, Silver. Jesteś dla mnie wszystkim...
Z kamiennym wyrazem twarzy, zabieram to co tu
przyniosłam i bez słowa wychodzę. Ponownie rzucam wszystko w kuchni,
obmywam dłonie i twarz z krwi Finnicka. Ponownie dałam mu się omotać.
Serce mi wali jak szalone, nie mogę złapać tchu. Słyszę kroki, odwracam
się, gdy słyszę odchrząknięcie. Kyle patrzy z troską w oczach. Spuszczam
głowę i wzdycham cicho. Zawodowa zabójczyni kocha aż po uszy swojego
niewolnika...
- Czy on...? - zaczyna, ale z trudem próbuje dokończyć. - Co ci powiedział?
- Nie wie, kto zamordował rodziców... - szepcę.
- Nie o to mi chodziło. - ponownie odchrząkuje.
Dokładnie
wiem co miał na myśli. Czy powiedział mi, że mnie kocha? Może nie
wprost, ale powiedział. Czy powiedział mi, że zależy mu na mnie? Na to
wychodzi, skoro stwierdził, że nie umie beze mnie żyć... Czuję uporczywy
wzrok Kyle'a, który mnie mierzy wzdłuż i wszerz, nienawidzę kiedy tak
patrzy...- Będzie dobrze. - Kyle podchodzi do mnie i obejmuje mnie mocno.
- Wątpię. - mruczę w jego ramię. - Mam złe przeczucia.
- Po prostu poddaj się swoim uczuciom. Ich nie oszukasz. - brat minimalnie się ode mnie odsuwa, by mógł mi spojrzeć w oczy.
- Nie mogę, Kyle. - rozpłakałam się jak dziecko.
Nie jestem twarda. Łatwo mnie zniszczyć. Finnick mnie zniszczył. Wszystko co mnie otacza mnie niszczy. Powoli wypala od środka. Oddycham ciężko. Kyle gładzi mnie po plecach. Wciąż powtarza, że dam radę, że jestem silna... Że jestem Kosogłosem...
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz