niedziela, 7 lutego 2016

[13] Are you coming to the tree?

- Zaśpiewaj coś, ponuraku. - mówię cicho.
- Are you, are you, coming to the tree? They strung up a man. They say who murdered three. Strange things did happen here, no stranger would it be, if we met at midnight in the hanging tree. Are you, are you, coming to the tree. Where the dead man called out for his love to flee. Strange things did happen here, no stranger would it be, if we met at midnight in the hanging tree. Are you, are you, coming to the tree. Where I told you to run, so we'd both be free. Strange things did happen here no stranger would it be, if we met at midnight in the hanging tree. Are you, are you, coming to the tree. Wear a necklace of hope, side by side with me. Strange things did happen here, no stranger would it be, if we met at midnight in the hanging tree... - nuci.
Zawsze kochałam słuchać jego głosu. Kochałam odczuwać jego obecność. Do dzisiaj tak jest. Nic się nie zmieniło.
- Co za ironia... - mruczę. - Jesteś kiepski.
- W śpiewaniu, czy w wyborze piosenki adekwatnej do sytuacji? - rechocze.
- Śpiew nie idzie ci źle, ale... - unoszę głowę do góry i parzę mu w oczy. - Szału nie ma, dupy nie urywa... Natomiast w wyborze piosenki adekwatnej do sytuacji ssiesz i to konkretnie.
- I co, robię dobrze? - żartuje.
- Nawet żarty masz słabe. - dmucham mu pianą w twarz. - I robisz to źle, frajerze.
- Naszły mnie myśli o śmierci wiesz? Przechodzi na mnie ta twoja depresja. - mrucze.
- Nie mam depresji... - wywracam oczami. - I co wymyśliłeś o tej śmierci?
- Nie czuję się źle, że mam krew miliona ludzi na rękach. Nie żal mi ich. Ani trochę. Nawet wydaje mi się, że ich zachowanie jest żałosne do granic możliwości... - opowiada -  "Proszę! Nie zabijaj mnie! Mam jeszcze tyle do przeżycia!" "Nie zabijaj mnie! Dam ci wszystko, czego zechcesz, tylko nie zabijaj!" - mówi teatralnie. - Myślałem o swojej śmierci... O tym jak zginę, jak chciałbym zginąć... Nie ciekawiło cię to kiedyś? Czy zginiesz śmiercią naturalną, czy ktoś cię może zastrzel, albo wbije sztylet w brzuch? A może poderżną ci gardło? A może nawet zginiesz z wycieńczenia na porodzie?
- To ostatnie odpada... - mówię.
- Niby dlaczego? - jest zdumiony.
- Nie chcę mieć dzieci. Staram się zmniejszyć ilość osób, na których mi zależy. Jak na razie idzie mi kiepsko, bo staję się zależna od większości ludzi... Od ciebie, od Kyle'a, od Jamie'ego, od Cassidy, od Isaaca... Wcześniej miałam tylko Kyle'a i Jamie'go... Johna nie liczę, od niego nigdy nie byłam zależna... - tłumaczę. - Spójrz na to z tej strony, że prawdopodobnie już nigdy nie wyplączę się z tego gówna i będę mordować, do końca swoich dni... Takie dziecko miałoby przejebane do granic możliwości, nie mogłoby normalnie chodzić do szkoły, bawić się w ogródku, czy na ulicy, nawet na najbezpieczniejszej ulicy jaka istnieje na świecie. Wszędzie mogą je znaleźć i uprowadzić, żeby złapać mnie. Mogliby nawet je zabić, żeby mnie tylko wkurwić, albo ułatwić im wiele spraw zabijając się. Nie chcę ryzykować, że ponownie stracę kogoś, kogo równie mocno kochałam... Boże, wszytko było idealnie... Możesz się śmiać, ale byliśmy perfekcyjną rodziną. Nie byliśmy jacyś super zamożni, ale mięliśmy pieniądze, cholernie duży dom i mięliśmy coś, co nie każda rodzina ma. Mięliśmy zaufanie, miłość i rodzinną więź... Byliśmy tylko my. Tata, mama, Kyle, ja i Steve... Rodzicom nawet nie przeszkadzało, że Kyle jest gejem. Byli tolerancyjni... Nie mam pojęcia, czy to był przypadek, czy po prostu coś ukrywali. Żyję świadomością, że zabili bogu ducha winnych ludzi... 
- Dlatego chcesz zabić tego, kto zabił ich? W ramach zemsty?
- Tak... Zapłacą mi za to. Odebrali mi coś, na czym zależało mi najbardziej. Na rodzinie.
- Kim jest Steve?
- Mój młodszy brat. Jak zginął miał... 2, 3 lata. 3 lata. Dopiero zaczął uczyć się chodzić. Było mu ciężko, bo musiał mieć wciąż przy sobie butlę tlenową. Wykryli u niego raka brodawkowatego tarczycy, nie mógł oddychać samodzielnie...
- Jeśli nie chcesz nie musisz o tym mówić... Wiem, że jest ci ciężko...
- Jest okay... - wzruszam ramionami.
- A myślałaś, co zrobisz kiedy ich już zabijesz?
- Pójdę dalej...
- Będziesz dalej zabijać?
- Tylko jeśli ktoś mi podpadnie. Jestem nieustępliwa... 
- Twoi rodzice nie byli niewinni...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz