- Obudź się księżniczko! - lodowata woda chlusta mi prosto w twarz.
Podnoszę głowę z morderczym wzrokiem i kpiącym uśmiechem. Ba! Szczerzę się jak psychopatka! Czuję, że mam straszne zasinienia pod oczami, powieki naprawdę są ciężkie, a brak snu jeszcze pogarsza mój stan, w wyniku tego robię się gorsza od samego diabła.
- Tak, kochaniutki? - ukazuję swoje dołeczki w policzkach.
- Powinnaś żreć glebę. - przejeżdża mi nożem kuchennym po policzku rozcinając go lekko.
- Powinnam robić wiele rzeczy w tej chwili. - spluwam mu w twarz. - Więc grzecznie rozwiąż mnie, albo zrobię ci taką jazdę, że będziesz w podskokach leciał do swojej parszywej matki z płaczem. No już...
- Czekam na tą chwilą, skarbie. Lubię oglądać cię w akcji. To lepsze niż porno z tobą w roli głównej. Wierz mi. Jesteś na ciągłym podglądzie. A ten twój nowy kochaś? Jak mu tam? Zack? A nie! Zayn. To arab. Finnick nie jest zazdrosny? - kpi.
- Też lubię oglądać siebie w akcji... Lubię siebie oglądać. Nie martw się o Finnicka, jest dużym chłopcem. Radzi sobie świetnie. Wiedziałeś, że chciał być aktorem? Ma prawdziwy talent aktorski. Uwodzi mnie to w jaki sposób oferuje mi cukier w kostkach. Kocham to. - marszczę zadziornie nos.
Mężczyzna wymierza we mnie prawy sierpowy, razem z krzesłem przewracam się. Mam rozciętą wargę, z której sączy się krew. Czuję ten metaliczny posmak krwi. Patrzę na oprawcę i oblizuję seksownie wargi.
- Mocniej nie umiesz? - prowokuję go.
- Chcesz mocniej? A co powiesz, kiedy wsadzę ci mojego fiuta prosto w ryj? - pyta.
- Nic nie powiem. - wzruszam niedbale ramionami. - Po prostu cię ugryzę.
- Podnieście ją i zdejmijcie jej spodnie. - wysoki mężczyzna z bojlerem zamiast brzucha rozpina swoje spodnie i wyciąga członka z bokserek.
Dwóch goryli mnie trzyma za ramiona, ale jeszcze nie zorientowali się, że mam rozwiązane kostki. Ups? Będzie boleć? Tak myślę... Stoję, w samych majtkach i staniku, spokojna, opanowana... Luz blues, jak to powiadają.
- Nikt cię nie uratuje, kochanie... - mężczyzna napiera na mnie, ale ja nadal zachowuję spokój.
- Nikt nie musi mnie ratować. Umiem o siebie zadbać. - niewinnie się uśmiecham.
- Czyżby? - pyta i uśmiecha się wrednie. Chwyta za gumkę moich czarnych koronkowych majtek.
- Nie radzę. - mówię przez co przerywa swoją czynność.
- Niby dlaczego? Wstydzisz się? Przecież już to ci kiedyś zrobiłem... Piękne wspomnienia na utratę swojego dziewictwa, prawda? - drugą dłonią jeździ po moich piersiach i nagim brzuchu.
- Spędziłam 3 miesiące w szpitalu, przez tą utratę dziewictwa. - warczę. - Powiedziałam, nie radzę zdejmować ci ze mnie moich majtek.
- Zaryzykuję. - wzrusza ramionami, a po chwilę krzyczy. - Ty pierdolona dziwko!
- Biedactwo zacięło się w paluszki. - śmieję się.
DZIĘKI JAPONIO! PO RAZ KOLEJNY RATUJESZ MI TYŁEK!
- Masz żyletki przy cipie?! - wrzeszczy.
- Oj ostrzegałam, nie udawaj, że jesteś zaskoczony. - wywracam niedbale oczami.
Latynos wstaje wyciera krew ze swoich palców w elegancką koszulę. Uderza mnie z pięści w twarz, potem w brzuch. Wkurzam się i chwytam paska faceta, który trzyma mnie. Robię wykop, uderzając obiema stopami w twarz Carlosa, a jego kompana Martina uderzam głową. Opadam równo na nogi. Z tyłu majtek wyciągam kolejny nożyk i rozcinam sznury krępujące moje dłonie. Rozmasowuję swoje nadgarstki i chwytam za buty, które jako jedyne, nie licząc bielizny ocalały z całej garderoby. Ze stołu zgarniam jeszcze pierwszy lepszy pistolet i strzelam w Martina. Podchodzę do Carlosa, zaraz po założeniu butów.
- Tak a propos żyletek przy cipie... - mówię i przykucam. - To nie żyletki, tylko japońska żyłka, cienka jak cholera i zrobiona z bóg wie czego i jeśli nie chwyci się jej odpowiednio można się pokaleczyć... No popatrz, popatrz... Mogliśmy się zaprzyjaźnić, wiesz? Teraz, zanim ci wyświadczę przysługę i cię zabijam zadam jedno, bardzo ważne pytanie, a ty mi grzecznie odpowiesz, albo odstrzelę ci kutasa, ręce i nogi, żebyś tu w katuszach mógł zdychać... Kto pragnie mojej głowy?
- El que se brilla más que el sol. El que se es más rápido que la luz... Aquel cuyo nombre nadie sabe. El que mató a sus padres...- sapie.
- Dziękuję, za tą cenną wskazówkę. Dalej sobie poradzę. - z kamienną twarzą strzelam mężczyźnie prosto między oczy.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz