sobota, 6 lutego 2016

[12] Your lies are bullets, your mouth's a gun and no war in anger was ever won

Prostuję się i wychodzę z hangaru. Biorę ich wóz i odjeżdżam w stronę hotelu. Chwilę później jestem już na miejscu. Zostawiam kluczyki w stacyjce i idę do swojego pokoju. Finnick patrzy na mnie uważnie.
- Gdzieś ty była?! - krzyczy Finnick.
- Tu i tam... - mamroczę.
- Gdzie są twoje ubrania? - niemalże walczy. - Pieprzyłaś się z kimś?!
- Omal mnie nie wyruchał facet, który przykładał mi spluwę do skroni! - krzyczę i rzucam w niego niewinną wazą, która akurat była pierwszą rzeczą, jaka znalazła się w zasięgu mojej ręki.
- Uprowadzili cię. - dotyka mojej przeciętej wargi i wzdycha ciężko. - Przygotuję ci kąpiel.
- Jestem śpiąca... - jęczę jak dziecko.
- Jesteś cała we krwi. - wywraca oczami i znika za drzwiami łazienki.
Wchodzę chwilę po nim. Finnick siedzi na wannie i wlewa kilkadziesiąt preparatów jakie znajduje do kąpieli. 
- Wszystkie waniliowe. - mruczy. - Lubisz wanilię... To twój ulubiony smak i zapach...
- Zgadza się. - uśmiecham się lekko.
- Zapraszam to wanny. Jak skończysz wołaj. Doprowadzę twoją twarz do porządku. - wstaje, uśmiecha się lekko i zmierza ku wyjściu, ale zatrzymuje go. - Coś nie tak? 

- Wykąp się ze mną... - szepczę błagalnym tonem. - Nie chcę być sama...
- O rety rety, zmieniają się priorytety. - śmieje się cicho, a za chwilę poważnieje odchrząkując - Rozumiem cię, zostanę z tobą i dopilnuję, żebyś nie utopiła się w tej cholernie dużej wannie. Dla większego bezpieczeństwa, wejdę z tobą do tej wanny i delikatnie cię umyję, żeby gąbka chamsko nie poharatała ci bardziej twojej delikatnej skóry, którą mogę definitywnie porównać do aksamitnego jedwabiu w kolorze różu weneckiego... Masz coś przeciwko?
- Wow. Finnick... To głębokie. Zupełnie jak ta wanna. Chodź ratowniku... - chwytam go za rękę. - Rozepniesz?
Odwracam się do niego plecami. Czuję jego ciepłe palce na mojej skórze. Przeszedzi mnie dreszcz. 
- Majtki też mam ci ściągnąć? - pyta i całuje mnie w zagłębienie szyi.
- Majtki uratowały mi życie i poharatały palce oprawcy. - uśmiecham się lekko. - Dam radę ściągnąć je sama.
Finnick odsuwa się ode mnie kawałek, dając mi przestrzeń, jako pretekst do zobaczenia mojego gołego tyłka. Nie mam problemu z nagością. Nosz kurde wychowywałam się z gejami no to jak mogę mieć problem z nagością? Wiem, że jeśli nie będę tego chciała Finnick mnie nie dotknie. Stanęłam przed ogromnym lutrem i przyjrzałam się swojemu ciału. Pełno blizn, zadrapań, siniaków... Wyglądam jakbym z wojny dopiero wróciła. Może wróciłam? Może jeszcze nie, bo przecież całe moje życie to walka o przetrwanie? 
- Wyglądam strasznie... - mruczę do siebie z obrzydzeniem.
- Wyglądasz ślicznie... - Finnick staje za mną i kładzie swoje duże dłonie na moich biodrach.
- Nie widzisz tych skaz na moim ciele? - pytam.
- Widzę. - opiera głowę na moim ramieniu. - Sprawiają, że jesteś sobą.
- Nie jestem sobą. - zagryzam wargę.
- Masz rację. Już nie jesteś nieśmiałą dziewczynką, a silną kobietą. - odpowiada.
- Morderczynią. - prycham pod nosem.
- Zabójczynią. Jest różnica. Nie zabijasz tych niewinnych. - mówi. 
- Co myślisz tak naprawdę o moim ciele? - pytam z grymasem.
- Jesteś lekko zapadnięta, nie masz dużych cycków, chociaż idealnie wpasowują się w moje ręce, dupy to w ogóle nie masz... - mierzy mnie wzrokiem. - W ogóle jesteś cała mała i koścista! 
- Dzięki. - uśmiecham się sztucznie.
- Ale małe jest piękne. - całuje mnie w kark. - Dla mnie jesteś idealna. Troszkę martwi mnie twój wygląd, bo w końcu czuję twoją każdą kość, gdziekolwiek cię nie dotknę, boję się, że cię zaraz złamię, serio... Masz zaburzania odżywiania...
- Nie mam... - wtrącam.
- Masz. - patrzy na mnie karcąco.
Okręcam się do niego przodem i spoglądam mu w oczy. Tak bardzo błyszczą... Jak ocean w którym się wciąż topię. Czy ktoś mi pomoże?
- Uważasz, że jestem silna? - pytam.
- Najsilniejsza ze wszystkich. Nie raz powaliłaś na ziemię kogoś 5 razy większego od ciebie tymi dwoma nitkami makaronu spaghetti. - śmieje się radośnie. - Wchodźmy do tej wody, bo ostygnie.
Finnick rozbiera się ze swoich ciuchów, a ja w tym czasie wchodzę do wanny. Woda parzy moje ciało co cholernie boli, ale z drugiej działa kojąco. Finnick dołącza do mnie, po niedługiej chwili. Siedzimy w ciszy patrząc na siebie wzajemnie. Mężczyzna bierze mnie za ręce i okręca plecami do siebie. Czuję, jak tuli mnie do pleców.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz