Cassidy zdejmuje z nosa okulary, swój wzrok odrywa od laptopa i patrzy jak na kosmitę na mojego brata.
- Do klubu? - pyta zbita z tropu.
- Od tygodnia nie mamy śladu i siedzimy w ukryciu. - mówi najstarszy - Powinniśmy to odstresować.
- Nie sądzę, żeby to był dobry pomysł. - rzucam. - Powinniśmy obmyślić jak możemy znaleźć morderców rodziców.
- Nie myślisz racjonalnie. - odzywa się Jamie. - Może Kyle ma rację. Powinniśmy zresetować swoje inteligentne mózgi i się porządnie zabawić.
***
Wzdycham ciężko. Po cholerę to wszystko? Wsuwam jeden nóż kunai za gumkę majtek. Związuję włosy w niedbałego koka z tyłu głowy. Kilka kosmyków z przodu wymyka się spod gumki i swobodnie opada. Patrzę sobie w oczy. Zapomniałam pomalować rzęsy tuszem, więc szybko to robię. Teraz jestem gotowa do wyjścia, jednakże nie jestem zbyt chętna. Mam złe przeczucia, aczkolwiek, moje przeczucia zamieniają się w pewność... To źle się skończy.
- Znajdę, zatłukę i zajebię na śmierć. Gnój zginie. Zemszczę się. Jestem Kosogłosem. - po tych słowach do własnego odbicia w lustrze podchodzę do łóżka, siadam i ze spokojem zakładam swoje czarne obcasy na platformie. Jak się w ogóle na tym chodzi? To już łatwiej chodzić na kilku-metrowych szczudłach, niż na tym...
- Silver, jesteś gotowa? - do pokoju zagląda Isaac. - Właśnie ustalamy, kto nie będzie pił na imprezie, żeby robić za kierowcę, więc raczej musisz uczestniczyć w tych obradach...
- Ustal to z Jamie'm i Kyle'm. Wątpię, żebym przeżyła ten wieczór bez choćby promila alkoholu we krwi. - mówię.
- W porządku. - ciemny blondyn wychodzi.
Nie mija chwila, a ja dołączam do nich na dole. Wszyscy chwilę na mnie patrzą, ale bez słowa udają się do samochodu. Czuję się co najmniej dziwnie.Szczególnie wtedy, gdy sadzają mnie między dwóch wielkich facetów (Kyle'a i Jamie'go) z tyłu samochodu. Droga do klubu Nemeton zajęła nam (Cassidy) jakieś 10 minut. Z tego co mówił Isaac normalnie jedzie się godzinę, bez korków i tak dalej. Równą godzinę. Mam nadzieję, że Cass nie będzie prowadzić w drodze powrotnej. Nikt pewnie tego nie przeżyje.
Dzięki temu, że Cassidy i Isaac znają ochroniarza stojącego przy wejściu, bez problemu udaje nam się dostać do środka klubu. Jest bardzo tłoczno i duszno. Śmierdzi tu alkoholem i spoconymi cielskami. Pełno tu nastolatków, burzącymi hormonami. Z tego co widzę, klub jest nieźle urządzony, aczkolwiek nie czuję się tu dobrze. Nie lubię ludzi, to mój problem.
- Mamy tu zarezerwowaną lożę. - mówi do mnie Cassidy. - Tam, możemy odpocząć od ludzi.
- Soul Mate. - burczę. - Co powiesz na to, żeby tym wszystkim ludziom poderżnąć gardła?
- Marzenie. - śmieje się dziewczyna. - Wykonalne marzenie.
Jamie przyniósł nam jakieś drinki. Dopiero po kilku mocniejszych Cassidy dała zaciągnąć się Isaacowi na parkiet. Obserwowałam jak Kyle i Jamie ocierają się o siebie wzajemnie. Zdecydowałam, że też pójdę na parkiet i też będę się o kogoś ocierać! Czemu mam tu siedzieć sama i zapijać swoje smutki? Raz się żyje! Pożyczyłam od brata Jamie'go i zaczęliśmy poruszać się w rytm muzyki. Tak faceci zaczęli mnie sobie odbijać. Nagle po jakimś czasie staję jak wryta. Przede mną stoi sam Finnick Odair... Tempo niespodziewanie zwalnia, gdy bierze mnie za rękę i przyciąga do siebie. Kładzie dłonie na moje biodra, przesuwa się jeszcze bliżej do granic możliwości. Kołyszemy się razem w rytm nowej piosenki. Nasze ciała pracują jak jedno, płynnie i spokojnie. Wciąż patrzymy sobie w oczy. Jego usta wykorzystają się w uśmiechu, wręcz szczerzy się, gdy przybliża się twarzą do mojego ucha.
- Oddychaj... - szepcze i całuje mnie za uchem.
Opiera swoją głowę na ramieniu i rzeczywiście miał rację... Nie wiem kiedy, ale wstrzymałam oddech, przez co zawróciło mi w głowie. Finnick splótł nasze palce w jedność i zaciągnął mnie do wyjścia. Wszedł w ciemną, ślepą uliczkę. Oparłam się o mur i wzięłam kilka głębszych wdechów. Finnick wciąż wlepia we mnie wzrok.
- Zmieniłaś się, choć nie bardzo... Wciąż ta sama, a jednak inna... Inna, a jednak taka sama. - odzywa się.
- Na cholerę tu wróciłeś, Finnick? - syczę.
- Gdzie słowa tęsknoty? Gdzie "jak ja za tobą tęskniłam, tak bardzo cię kocham, oh Finnick!" - uśmiecha się krzywo, w policzkach ukazują się dołeczki.
- Pierdol się i twoje słowa tęsknoty! - krzyczę.
- Mam zlecenie. Tu w Londynie. Wysłali mnie, bo idealnie wpasowuję się w brytyjski klimat. Przyleciałem aż ze słonecznego Los Angeles i szczerze przyznam, że cholernie tęskniłem za tą ponurą pogodą. Idealnie mi przypominała ciebie. Też jesteś ponura i deszczowa. - mówi.
- Kiedyś ci to nie przeszkadzało. - burczę.
- I nadal nie przeszkadza. - podchodzi bliżej.
- Odsuń się ode mnie! - piszczę i przylegam jak lep do ściany.
- Przepraszam, jakiś problem? - podchodzi do nas jakiś Mulat.
- Tak. - mówię równo z Finnickiem, który mówi "Nie".
- Ten facet mnie napastuje. - mówię szybko
- Wcale nie! - broni się Odair.
- Odsuń się od niej, bo zrobię ci krzywdę. - mówi Mulat. - Chodź.
Mulat wyciąga do mnie rękę, którą chwytam.
- Wrócę, do klubu. - tłumaczę. - Tam są moi przyjaciele i brat.
- Wszystko w porządku, nic ci nie zrobił? - pyta troskliwie.
- Dzięki bogu nic... Dziękuję ci. Gdyby nie ty... - patrzę w jego brązowe tęczówki.
- Jestem Zayn. - wyciąga do mnie dłoń.
- Silver. - delikatnie ściskam jego rękę.
- Oryginalne imię. Znaczy coś, prócz srebra? - pyta.
- Szczerze mówiąc, nigdy nad tym nie myślałam... - odpowiadam. - Lubisz znaczenia?
- Bardzo. Znaczenia, metafory i przenośnie to mój konik. - śmieje się.
- Więc znasz znaczenie swojego imienia? - pytam
- Zayn z arabskiego oznacza Piękny, a Malik to Król, czyli jestem Pięknym Królem. - odpowiada.
- Ja jestem Srebrnym Kamieniem. Mało szlachetne, królu. - żartuję.
- Jesteś srebrna. - uśmiecha się. - Może to głupio zabrzmi, ale mogę postawić ci drinka?
- Nawet 2, jeśli czujesz taką potrzebę. - śmieję się.
Wchodzimy do klubu. Mam wrażenie, że muzyka gra jeszcze głośniej niż przedtem. Zamiast iść do baru tańczę z Zaynem na środku parkietu. Przepraszam go na chwilę i idę do toalety. Załatwiam swoją potrzebę, myję ręce, poprawiam fryzurę i lekko rozmyty makijaż. Chcąc wrócić do Mulata moją drogę toruje mi Finnick. Przybliża się do mnie i sięga do mojej bielizny. Czuję jego delikatne palce, pod sukienką na udach. Ja wyciągam zza jego pistolet. Desert Eagle. Już rozpoznaję jak broń jest wykonana stąd wiem jaki to model. On przykłada mi do gardła mój nóż kunai, a ja mu do czoła jego pistolet.
- A więc to ja jestem twoim celem... - bardziej stwierdzam niż pytam.
- Nie chciałem brać tego zlecenia, ale sama wiesz, że prędzej, czy później do tego doszło. - mówi.
- Miejmy to z głowy. - uśmiecham się i z całej siły uderzam go bronią, przez co mężczyzna upada.
Kyle, Jamie, Isaac i Cassidy pojawiają się znikąd. Kyle i Isaac wynoszą Finnicka z klubu. Cassidy otwiera bagażnik i chłopacy wrzucają go do niego. Szybko wracamy do domu i naprawdę jestem przerażona tym, jak Cassidy prowadzi samochód pod wpływem alkoholu. Jamie, Kyle i ja byliśmy pozapinani wszystkimi pasami jakie były na tylnych siedzeniach. Dotarliśmy w 5 minut z zegarkiem w ręku.
- Czy ty w ogóle masz prawo jazdy? - pytam.
- Nie, oblałam kilka razy. - mówi.
- Isaac! - drę się. - Skończysz z moim nożem w twoim gardle jeśli jeszcze raz pozwolisz jej usiąść za kółkiem!
- Skończę z jej strzałą w moim gardle jeśli nie pozwolę jej usiąść za kółkiem! Jestem między młotem a kowadłem! - broni się niebieskooki.
- Więc ja będę młotem! - krzyczy Cassidy.
- Wypuście mnie stąd! - Finnick wali w klapę bagażnika.
- Idziemy z nim do piwnicy? - pyta Cass.
- Idziemy. - moje oczy zaświeciły się, a usta wykrzywiły w wrednym uśmiechu.
Chłopaki znów mu przywalili, dzięki czemu Finnick znów stracił przytomność. Przymocowałam go do krzesła według instrukcji Cassidy. Ocuciłyśmy go wiadrem pełnym lodowatej wody. Dostał też wiaderkiem...
- Przestaniecie mnie walić w łeb? - majaczy pod nosem. - To boli. Jeszcze nie potrzebuję żadnej operacji plastycznej, kiedy jestem piękny i młody.
- Pewnie powinnam poćwiczyć rzuty nożami. Dawno tego nie robiłam. - mruczy Cassidy. - pryznieść moją kolekcję noży do rzucania?
- Suko proszę, mam własną. - śmieję się. - Poćwiczymy później. Teraz chcę wiedzieć, kto cię na mnie nasłał.
- Ta sama osoba, która zbiła twoich rodziców. - odpowiada.
- Cassidy, idź po noże. - mówię. - Przynieś także katanę.
Szatynka wychodzi, a ja siadam Finnickowi na kolana. Opieram głowę na jego ramieniu, a dłonią gładzę jego włosy. Mężczyzna mruczy. Zawsze to lubił.
- Nie chcę cię skrzywdzić. - szepcę mu wprost do ucha. - Nawet nie masz pojęcia na co się zgodziłeś przyjmując to zlecenie.
- Doskonale wiem na co się zgodziłem. Znam cię przecież. - odpowiada.
- Czyżby? - unoszę brwi ku zaskoczeniu.
- Jesteś kosogłosem, mówią, że ciężko cię pokonać, a ja o tym doskonale wiem. - mówi ze spokojem.
- Chcesz zginąć z mojej ręki? - pytam patrząc mu w oczy.
- Nie zabijesz mnie, a ja nie zabiję ciebie. Jednakże nie przyjechałem tu z tak z daleka, by tylko cię ostrzec... - uśmiecha się krzywo.
- Robisz za szpiega... - mówię pod nosem.
- Zmieniłaś się, choć nie bardzo... Wciąż ta sama, a jednak inna... Inna, a jednak taka sama. - odzywa się.
- Na cholerę tu wróciłeś, Finnick? - syczę.
- Gdzie słowa tęsknoty? Gdzie "jak ja za tobą tęskniłam, tak bardzo cię kocham, oh Finnick!" - uśmiecha się krzywo, w policzkach ukazują się dołeczki.
- Pierdol się i twoje słowa tęsknoty! - krzyczę.
- Mam zlecenie. Tu w Londynie. Wysłali mnie, bo idealnie wpasowuję się w brytyjski klimat. Przyleciałem aż ze słonecznego Los Angeles i szczerze przyznam, że cholernie tęskniłem za tą ponurą pogodą. Idealnie mi przypominała ciebie. Też jesteś ponura i deszczowa. - mówi.
- Kiedyś ci to nie przeszkadzało. - burczę.
- I nadal nie przeszkadza. - podchodzi bliżej.
- Odsuń się ode mnie! - piszczę i przylegam jak lep do ściany.
- Przepraszam, jakiś problem? - podchodzi do nas jakiś Mulat.
- Tak. - mówię równo z Finnickiem, który mówi "Nie".
- Ten facet mnie napastuje. - mówię szybko
- Wcale nie! - broni się Odair.
- Odsuń się od niej, bo zrobię ci krzywdę. - mówi Mulat. - Chodź.
Mulat wyciąga do mnie rękę, którą chwytam.
- Wrócę, do klubu. - tłumaczę. - Tam są moi przyjaciele i brat.
- Wszystko w porządku, nic ci nie zrobił? - pyta troskliwie.
- Dzięki bogu nic... Dziękuję ci. Gdyby nie ty... - patrzę w jego brązowe tęczówki.
- Jestem Zayn. - wyciąga do mnie dłoń.
- Silver. - delikatnie ściskam jego rękę.
- Oryginalne imię. Znaczy coś, prócz srebra? - pyta.
- Szczerze mówiąc, nigdy nad tym nie myślałam... - odpowiadam. - Lubisz znaczenia?
- Bardzo. Znaczenia, metafory i przenośnie to mój konik. - śmieje się.
- Więc znasz znaczenie swojego imienia? - pytam
- Zayn z arabskiego oznacza Piękny, a Malik to Król, czyli jestem Pięknym Królem. - odpowiada.
- Ja jestem Srebrnym Kamieniem. Mało szlachetne, królu. - żartuję.
- Jesteś srebrna. - uśmiecha się. - Może to głupio zabrzmi, ale mogę postawić ci drinka?
- Nawet 2, jeśli czujesz taką potrzebę. - śmieję się.
Wchodzimy do klubu. Mam wrażenie, że muzyka gra jeszcze głośniej niż przedtem. Zamiast iść do baru tańczę z Zaynem na środku parkietu. Przepraszam go na chwilę i idę do toalety. Załatwiam swoją potrzebę, myję ręce, poprawiam fryzurę i lekko rozmyty makijaż. Chcąc wrócić do Mulata moją drogę toruje mi Finnick. Przybliża się do mnie i sięga do mojej bielizny. Czuję jego delikatne palce, pod sukienką na udach. Ja wyciągam zza jego pistolet. Desert Eagle. Już rozpoznaję jak broń jest wykonana stąd wiem jaki to model. On przykłada mi do gardła mój nóż kunai, a ja mu do czoła jego pistolet.
- A więc to ja jestem twoim celem... - bardziej stwierdzam niż pytam.
- Nie chciałem brać tego zlecenia, ale sama wiesz, że prędzej, czy później do tego doszło. - mówi.
- Miejmy to z głowy. - uśmiecham się i z całej siły uderzam go bronią, przez co mężczyzna upada.
Kyle, Jamie, Isaac i Cassidy pojawiają się znikąd. Kyle i Isaac wynoszą Finnicka z klubu. Cassidy otwiera bagażnik i chłopacy wrzucają go do niego. Szybko wracamy do domu i naprawdę jestem przerażona tym, jak Cassidy prowadzi samochód pod wpływem alkoholu. Jamie, Kyle i ja byliśmy pozapinani wszystkimi pasami jakie były na tylnych siedzeniach. Dotarliśmy w 5 minut z zegarkiem w ręku.
- Czy ty w ogóle masz prawo jazdy? - pytam.
- Nie, oblałam kilka razy. - mówi.
- Isaac! - drę się. - Skończysz z moim nożem w twoim gardle jeśli jeszcze raz pozwolisz jej usiąść za kółkiem!
- Skończę z jej strzałą w moim gardle jeśli nie pozwolę jej usiąść za kółkiem! Jestem między młotem a kowadłem! - broni się niebieskooki.
- Więc ja będę młotem! - krzyczy Cassidy.
- Wypuście mnie stąd! - Finnick wali w klapę bagażnika.
- Idziemy z nim do piwnicy? - pyta Cass.
- Idziemy. - moje oczy zaświeciły się, a usta wykrzywiły w wrednym uśmiechu.
Chłopaki znów mu przywalili, dzięki czemu Finnick znów stracił przytomność. Przymocowałam go do krzesła według instrukcji Cassidy. Ocuciłyśmy go wiadrem pełnym lodowatej wody. Dostał też wiaderkiem...
- Przestaniecie mnie walić w łeb? - majaczy pod nosem. - To boli. Jeszcze nie potrzebuję żadnej operacji plastycznej, kiedy jestem piękny i młody.
- Pewnie powinnam poćwiczyć rzuty nożami. Dawno tego nie robiłam. - mruczy Cassidy. - pryznieść moją kolekcję noży do rzucania?
- Suko proszę, mam własną. - śmieję się. - Poćwiczymy później. Teraz chcę wiedzieć, kto cię na mnie nasłał.
- Ta sama osoba, która zbiła twoich rodziców. - odpowiada.
- Cassidy, idź po noże. - mówię. - Przynieś także katanę.
Szatynka wychodzi, a ja siadam Finnickowi na kolana. Opieram głowę na jego ramieniu, a dłonią gładzę jego włosy. Mężczyzna mruczy. Zawsze to lubił.
- Nie chcę cię skrzywdzić. - szepcę mu wprost do ucha. - Nawet nie masz pojęcia na co się zgodziłeś przyjmując to zlecenie.
- Doskonale wiem na co się zgodziłem. Znam cię przecież. - odpowiada.
- Czyżby? - unoszę brwi ku zaskoczeniu.
- Jesteś kosogłosem, mówią, że ciężko cię pokonać, a ja o tym doskonale wiem. - mówi ze spokojem.
- Chcesz zginąć z mojej ręki? - pytam patrząc mu w oczy.
- Nie zabijesz mnie, a ja nie zabiję ciebie. Jednakże nie przyjechałem tu z tak z daleka, by tylko cię ostrzec... - uśmiecha się krzywo.
- Robisz za szpiega... - mówię pod nosem.
Oblane prawo jazdy ma coś wspólnego z tym, że zaczynam niedługo kurs? Cudowny! Już się nie mogę doczekać torturowania Finnicka. Cassy jest spragniona krwi. <3
OdpowiedzUsuń