piątek, 22 stycznia 2016

[3] You got hell to pay but you already sold your soul...

- Silver, obudź się... - mówi Jamie. - Jesteśmy na miejscu.
- Jesteśmy na pustkowiu. - mówię rozglądając się. - I jest ciemno. Gdzie jest Londyn?
- Jesteśmy w Londynie. A właściwie na jego obrzeżach. Zatrzymamy się u Cassidy. - informuje.
- Cassidy? Kto to kurwa Cassidy? - wysiadam z auta.
- Haker, zabójca na zlecenie, bogini seksu, królowa wszechświata i tak dalej... - podchodzi do nas jakaś ciemnowłosa dziewczyna.
- Skromna jak zawsze. Miło cię widzieć Cass. - mówi Jamie.
- Ciebie też... - dziewczyna tuli go przez chwilę, po czym odsuwa się od niego i wlepia swój wzrok we mnie. - A ty zapewne jesteś małą siostrzyczką Kyle'a... Jestem Cassidy.
- Silver. - mówię.
- Wiem kim jesteś. - odpowiada.
- Wejdźmy do środka... - odzywa się James.
Cassidy prowadzi nas przez długi i wielki ogród do wejścia domu. Posiadłość, jak i dom są wielkie i przestronne. Dziwi mnie, że dziewczyna mieszka tu sama. Nawet i ja poczułabym się tu osamotniona. Nagle ze szklanych schodów zbiega niebieskooki szatyn. Był przystojny, nie da się ukryć, aczkolwiek, nie był to mój ideał mężczyzny.
- Kyle już wrócił? Tak szybko? Wow... - mężczyzna śmieje się.
Głos ma lekko zachrypnięty, niski, choć nie tak bardzo. Jego akcent, w porównaniu do Cassidy nie jest bardzo mocny, jednakże słychać, że jest Brytyjczykiem.
- Jamie, miło cię znów widzieć... - facet wyciąga dłoń do chłopaka mojego brata.
- Ciebie również, Isaac. - Jamie ściska jego rękę.
- Chwila... - odzywam się. - Znów widzieć? Kiedy do cholery wy się widywaliście?! O czym nie wiem?!
- Uspokój się, Wróbelku... - mówi Kyle.
- Nie nazwałeś mnie wróbelkiem, Kyle. - wściekam się.
- Dobra, jest okay. - mówi Jamie. - Dzięki, za to, że możemy się tu zatrzymać, bla bla bla. Cholera, ale jestem głodny, macie tu pizzę i czekoladę? O! I jeszcze ogórki, najlepiej te kiszone i lody czekoladowo-truskawkowo-waniliowe z rogalem mlecznym...
- A ty co w ciąży jesteś? - kpi Cassidy.
- Skoro on ma ochotę na ciężarne żarcie... - zastanawia się Kyle. - Silver, czy ty dostałaś okres?
- Nie, ale w sumie zjadłabym sobie to samo co Jamie... - mówię, a wszyscy zgromadzeni dziwnie na mnie patrzą. - No co?
- Jest w ciąży na 100%. - rzuca Cass.
- Jestem dziewicą. - odpowiadam.
- Żartujesz... - mówi Isaac. - To one jeszcze istnieją? Czy któryś z nas będzie musiało przeprowadzić z tobą rozmowę o Pszczółkach i Kwiatkach? Ja sądzę, że tą osobą powinien być Kyle, chociaż on może powiedzieć tylko o pszczółkach...
- Idiota... Nie interesuje mnie życie seksualne mojego brata. - patrzę z zniesmaczeniem na twarzy na Isaaca. - Straciłam dziewictwo na 17 urodzinach.
- Chcę imię, nazwisko, adres, numer komórkowy tego debila, który ci to zrobił... - Kyle zaczął wyliczać.
- Nie widziałam go od urodzin... I nie jestem w ciąży. - wywracam oczami.
- Był chociaż przystojny? I dobry w łóżku? - pyta Cassidy, przez co Isaac się denerwuje.
- Był bardzo przystojny i cholernie dobry w łóżku. - śmieję się.
- Denerwujesz mnie Cass. I wciąż zastanawiam się, czemu my ze sobą mieszkamy, skoro nawet nie jesteśmy razem! - Isaac się denerwuje.
- Oj uspokój się. Kochasz mnie. - śmieje się dziewczyna. - Czasem się ze sobą prześpimy, czasem obejrzymy film, kogoś zabijemy i każdy się z tego cieszy!
- Czuję się zazdrosny... - szatyn marszczy brwi.
- A ja czuję się się wiecznie śpiąca i nie narzekam. - machnęła ręką. - Skoro mamy razem pracować... Młoda, chcesz zobaczyć zbrojownię i pokój do tortur?
- Macie pokój do tortur? - nagle zaświeciły mi się oczy. - Chyba pokocham to miejsce...
- Przez "pokój do tortur" zrozum "zwykła piwnica"... - mówi Isaac.
- Dla ciebie piwnica, dla mnie pokój do tortur. - mówi Cassidy.
Cassidy prowadzi mnie do końca korytarza, gdzie znajdują się szklane drzwi, a na samym dole są mahoniowe drzwi, które zapewne prowadzą do piwnicy. Dziewczyna otwiera je i popycha. Cassidy przepuszcza mnie przodem. Idę wgłąb pokoju. Na środku pokoju jest krzesło, gdzie zapewne przywiązują swoich jeńców.
- Oto on. - mówi Cassidy.
- Twój pokój tortur ssie. - rzucam.
- Isaac sprzedał ostatnio naszą gilotynę i dziadka do orzechów na E-Bayu.- mruczy z grymasem. - Ten świat jest taki nie sprawiedliwy.
- Dziadka do orzechów? - pytam. - Czy to do....?
- A i owszem. - dziewczyna śmieje się.
- Jesteś geniuszem! - wytrzeszczam oczy. - Ja zabijam kunai, albo Desert Eaglem...
- Ja zabijam głównie z łuku, a dziadek do orzechów i gilotyna służyła głównie do zabawy... Cholernie mi się nudziło, więc dostałam od Isaaca na urodziny... - uśmiecha się.
- Urocze... - śmieję się.
- Wszyscy spłoniemy... Jak nie w piekle to jeszcze na ziemi... - mówi po chwili.
Znacznie później, kiedy każdy już leży w łóżku zastanawiam się, co Cassidy miała na myśli, co czego próbowała nawiązać... Dopiero kilka dni później zrozumiałam...

1 komentarz:

  1. "Haker, zabójca na zlecenie, bogini seksu, królowa wszechświata..." TO JESTEM CAŁA JA! <3 Za ten rozdział masz u mnie kupon na darmowe morderstwo <3 :*

    OdpowiedzUsuń